To trzymam mocno kciuki zeby nic w tym wezle nie znalezli.
Nie zapomnij nam tu napisac co i jak!!!
Bedzie dobrze!!
Użytkownik @Rybenka napisał:
Przerzuty do wezlow chlonnych jak rozumiem?Czy wszystkie wycieto?pozdrawiam
Wycieli go z jedno centymetrową obwódką zdrowej tkanki i najbliższy węzeł chłonny.
Tak trzymać. Ja Ci jeszcze proponuję, żebyś znalazła sobie jakieś nowe hobby- zajmie czas i nie pozwoli na myślenie o przykrych sprawach. Ja w trakcie radioterapii "odkryłam" decoupage- wpadłam po uszy i trzyma mnie nadal. świetnie odstresowuje, a jaka radocha, że coś fajnego stworzyłam...
A ja walczę od grudnia 2011 jestem już po chemioterapii i po operacji,póki co jest dobrze i nie przyjmuję innej opcji niż taka,że będę zdrowa!!!!Trzymam kciuki za Wszystkich "Walczących"
Ja też z tym gościem miałam wątpliwą przyjemność poznać się bliżej. Za kilka dni miną 2 lata jak zakończyłam właściwe leczenie- 2 operacje (bo się zaraza przerzuciła na węzły), chemię, radioterapię, a teraz jestem w trakcie hormonoterapii. Pamiętam, jak leżałam w szpitalu, to mi inna pacjentka powiedziała: Upominaj się o chemię. Dlatego, gdy lekarz poinformował mnie, że raczej nie minie mnie "dawanie w żyłę", podeszłam do tego spokojnie i stwierdziłam, że to chyba dla mnie lepiej. Lekarz stwierdził, że pierwszy raz ma styczność z pacjentką, która chce mieć chemię (z tym pragnieniem to zdecydowanie przesadził). Przeszłam ją fatalnie, ale gdy leżałam jak biedronka i "zdychałam", to myślałam sobie, że skoro tak kiepsko się czuję, to znaczy "działa". I zadziałało! A co Tobie mogę poradzić? Pewnie mój mąż więcej by Ci doradził. Na pewno wykaż cierpliwość.
Przerzuty do wezlow chlonnych jak rozumiem?
Czy wszystkie wycieto?
pozdrawiam
Już po lumpie. Obolała po operacji, ale trzyma się jakoś. Chirurg prowadzący powiedział że wszystko poszło dobrze. Teraz musimy czekać 2 tygodnie, czy są przerzuty.
grzesiuncio37
Co z żoną już po operacji? Jak się czuje?Co mówią lekarze?
Odezwij się.
Oczywiscie , raz ma sie dola , raz jest lepiej , a potem naprawde dobrze , da sie zyc i chemie tez da sie przezyc , tymbardziej , ze guz maly i wszystko na to wskazuje , ze jest zonka na najlepszej drodze do zdrowia , tylko zarowno Ty jak i Ona musicie w to wierzyc , rubcie sobie male przyjemnosci , nie myslcie ciagle o guzie , bo to wlasnie nie pomaga , zyjcie tak jak kiedys , w miare mozliwosci oczywiscie , Pozdrawiam serdecznie Ciebie i Zonke.
Hej
Pewnie ze lepiej, zeby nie byla potrzebna chemia. Ale roznie moze byc, ja jestem w podobnym wieku i moj guz byl podobnej wielkosci. A chemie dostaje. Nie trzeba bac sie teraz chemii, to.naprawde jest do przetrwania. Wlasciwie mam juz za soba chemie, i jakos przetrwalam. Najwazniejsze jest ustawic sie w pozycji ze jest problem, ale mozna go rpzwiazac. Operacja lada dzien i dobrze. Dacie rade. Ja widze, ze zona ma cudowne wsparcie w tpbie i to jest niesamowicie wazne!!!
Ja tez mialam i mam takie w moim mezu. Wyobraqz sobie, ze teraz, mimo ze ciagle sie lecze, sa chwile ze zapominamy o raku!!!
Nie uwierzylabym ze to mozliwe kilka miesiecy temu!
Trzymam kciuki!!