eliee, Wspiera

od 2015-04-28

ilość postów: 319

Ostatnie odpowiedzi na forum

Rak pęcherza moczowego

9 lat temu
Beat,dziekuje.

Rak pęcherza moczowego

9 lat temu
Wiktoria dziekuje, staram sie. Czytam Twoje wpisy , sa bardzo fajne...jesli tak mozna powiedziec w naszych tragicznych sytuacjach. Powinnas kiedys spisac swoje przezycia i wydac ksiazke.Pozdrawiam cieplo.

Rak pęcherza moczowego

9 lat temu
Gaja , dziekuje za wsparcie <3

Rak pęcherza moczowego

10 lat temu
Kochani, postanowilam napisac na forum, poniewaz martwi mnie to, ze ono jakby zamarlo. Nie odzywacie sie, nie piszecie o chorobie ani o rzeczach z nia nie zwiazanych. Wydedukowalam, ze moze informacja o smierci mojego meza spowodowala taki stan rzeczy, ze moze zaczelismy sie bac o siebie czy o bliskich, ktorzy maja ten rodzaj nowotworu. prosze, niech to forum ozyje. Czuje sie winna , ze napisalam ...ale posluchalam czlowieka , ktorego juz uwazam za osobe mi bliska, a znacie go stad wszyscy. -------------------------------------------------------------------------------------------------------- Kazdy przypadek jest inny. Nas wprowadzil do szpitala onkologicznego na Ursynowie profesor, ktory natychmiast wykonalby operacje gdyby etap choroby na to pozwalal-wierze w to , ale i tak pojde jeszcze z nim porozmawiac. Poza tym o operacji decyduje konsylium, a nie jeden czlowiek. Inny lekarz z Ursynowa powiedzial mi 5 stycznia: jesli nie robimy operacji to dlatego, ze my mamy leczyc, a nie zabijac. Przez przypadek odkryto w marcu, ze maz ma zniszczone nerki. Juz wtedy mogl umrzec.Za chwile dowiedzial sie, ze praktycznie ma niedrozne jelito grube.Lekarze mysleli, ze on ma raka jelita grubego.Na moje pytanie o rokowania w szpitalu na Wolskiej lekarz odezwal sie dopiero gdy zeszlam do okresu ( zycia) pol roku-mniej ( przelom marca-kwietnia). Powiedzial tez, ze pierwszy raz widzi aby ktos zglosil sie do lekarza z rakiem pecherza w tak zaawansowanym stanie. Guz byl duzy i naciekal. A maz podobno powiedzial im, ze nie mial objawow. Teraz mysle , ze mial np krew interpretowal jako hemoroidy i poszedl do apteki po masc, a problemy z siusianiem zwalal na prostate. Bo moj maz to byl twardziel,samiec alfa, nigdy sie nie skarzyl.A i do lekarzy nie chodzil, bo bylo nic takiego co by uniemozliwialo mu funkcjonowanie.Drugi raz mial szanse na smierc gdy zatrzymalo sie calkowicie jelito-w sierpniu. Lekarz na Stepinskiej ( tam byl SOR) powiedzial gdy maz opuszczal szpital, ze ludzie nie przezywaja niedroznosci jelita nie majac raka , a co dopiero gdy moj maz jest pacjentem onkologiczny.Zniszczone nerki, zniszczone jelito...a na dodatek rak tak zaawansowany, ze aby komorki mogly sie dzielic musialy miec "pokarm" ...zabieraly praktycznie wszystko co maz zjadl , a nie mogl jesc duzo ze wzgledu na problemy z jelitem. I tak kolko sie zamykalo. Maz od kwietnia mial juz olbrzymia niedowage. Pozniej chemia i zabieg kolostomii...po chemi sepsa urologiczna...utrudnialy odzywienie organizmu. I tu znowu mozna powiedziec, ze niektorzy ludzie umieraja tylko z powodu takiej niedowagi-wyniszczenia organizmu, ale on sie trzymal mimo innych przypadlosci. Mysle, ze i teraz pozylby dluzej gdyby guz nie dotarl do miejsca kolostomii i ponownie nie zatkal jelita. Co sie wtedy robi ? Otoz operacje wylonienia stomii w innym miejscu /wyzej...ale moj maz byl zbyt slabym organizmem aby to moglo sie udac.Przez tydzien nie jadl, aplikowano tylko kroplowki oraz udrazniano jelito .Zaczal puchnac z powodu niedoboru bialka.Gdyby jelito sie nie zatkalo zapewne dzisiaj jeszcze by byl ze mna.Wszystko potoczylo sie niekorzystnie... A jednak zyl 10 miesiecy.Pani doktor ze szpitala na Stepinskiej powiedziala, ze to dlugo przy takiej historii Pacjenta. I wcale nie zyl w lęku o zycie ...i ja i on wierzylismy, ze w koncu da sie go wzmocnic aby do tej operacji radykalnej doszlo. Tyle tylko, ze te wszystkie perypetie z jelitami , sepsami itp daly rakowi dodatkowy czas aby mogl sie rozwijac.Doszlo zapewne do przerzutow do pluc i stad ta woda. Tez bali sie ją sciagnac bo to oba pluca , a po ostatnim zatkaniu jelita byl bardzo slaby..../ Mimo wszystko to nie jest historia do konca pesymistyczna,byl z nami 10 miesiecy-prawie rok, ale jednak ta opowiesc uczy by wykonywac profilaktyczne badania, reagowac na najmniejsze niepokojace objawy i po prostu dbac o siebie. Pozdrawiam wszystkich...eliee

Rak pęcherza moczowego

10 lat temu
Janek24, dziekuje za wsparcie. Po rozpoznaniu zyl 10 miesiecy-to podobno dlugo w takim zaawansowanym stanie, w sierpniu jeszcze sam jezdzil samochodem, mielismy fajna wigilie, a w Sylwestra zawitalam z kieliszkami i piccolo do szpitala . Nie spodziewalismy sie. Po prostu za pozno zglosil sie do lekarza. Radze sobie jakos: rano i w poludnie lek uspokajajacy, a wieczorem koszerne wino-lampka. Koszerne tylko dlatego, ze jest starannie robione-lepsze od innych.

Rak pęcherza moczowego

10 lat temu
Kaa i Wszyscy, ktorzy myslicie o mnie , bardzo Wam dziekuje.Dzisiaj pogrzeb. Nie zdazylam umyc samochodu, nie mam wienca jeszcze ...myslalam o jednej rozy,ale dziwna byla reakcja otoczenia. Chcialam powiedziec Wszystkim i sobie -dbajmy o zdrowie. Stosujmy profilaktyke. Mojemu mezowi zatrzymalo sie krazenie we snie,nawet nie wiedzial, ze umiera. Ale Ci, ktorzy zostali , ktorym byl bliski...beda teraz "umierac" przez wiele miesiecy.

Rak pęcherza moczowego

10 lat temu
Roza, wyslalam Ci cos na prive. <3

Rak pęcherza moczowego

10 lat temu
Kaa, wszyscy jestesmy tylko ludzmi czyli istotami raczej z natury niezbyt idealnymi. I ja i maz /bylam , byl...i zly/a i dobry/a. Czasami nie do wytrzymania oboje.Mielismy problemy jak kazdy, a czasami moze nawet wieksze niz statystyczni ludzie...ale mielismy tez wspaniale , piekne przezycia razem. Wlasciwie prawie wszystko bylo RAZEM. Odkad stalam sie dorosla w sensie psychicznym ... zawsze obok byl On i nigdy nie potrafilabym od niego odejsc , ani podejrzewam on ode mnie -chociaz w zlosci mowilo sie rozne rzeczy. Gdy dowiedzialam sie, ze jest chory robilam wszystko aby go z tego wyciagnac. Ba, wierzylam w to, ze to da sie zrobic. Zylam z dnia na dzien, nie wybiegalam za daleko w przyszlosc. Kazdy dzien przezyty stabilnie ( bez zmiany na gorsze) byl dniem dobrym. W koncu przyzwyczailam sie do tego, ze maz zyje i byc moze bedzie jeszcze zyc dlugo lub nastapi cud czyli poprawa , podamy chemie i moze operacje zrobimy ???? Nie sądzilam, ze pogorszenie moze byc nagle , a nie stopniowe. Wigilie przezylismy spokojnie i milo...mama , mąz i ja. Mielismy wspaniala choinke...bylo przytulnie i bezpiecznie. Nagle po swietach maz mowi, ze nie wyproznia sie do worka od 4 dni. Uznalismy, ze to zatwardzenie...kazdy moze miec. Niestety nie poradzilismy sobie z tym i meza zabrano do szpitala . Wtedy przez tydzien nie jadl. byl tylko nawadniany kroplowkami, zaczal puchnac...ale nie tylko stopy jak kiedys, teraz tez tulow. W domu po wypisaniu ze szpitala 4 stycznia staralam sie to odwrocic jedzeniem , piciem... ale on zaczal z trudem oddychac. 6 stycznia dwa razy ekipa z pogotowia dawala zastrzyki ulatwiajace oddychanie . 7 stycznia rano lekarz zadecydowal o hospitalizacji z powodu koniecznosci pozbycia sie wody z pluc...siegala do polowy pluca i to utrudnialo tak znacznie oddychanie. Zamiast zrobic to od razu ( 7 stycznia) , szpital mial niby zrobic zabieg 8 stycznia...ale 8 stycznia rano maz umarl. Wszystko bylo JAK ZAWSZE: moje przebywanie w szpitalu, jego telefon w nocy czy szczesliwie dojechalam do domu, umowilismy sie na nastepny dzien...gdzie byl blad>>>? Cd. Mam jego powiekszone zdjecie w komorce, nie zmienilam nic w domu, rozmawiam z nim w myslach, nawet ta choinka dalej miga...ale jego nie ma i nie bedzie, a ja jestem i nie za bardzo chce byc...sama bez niego. Czy mam sie cofnac myslami 30 lat wstecz gdy go rowniez nie bylo ? I zaczac od nowa? Niemozliwe. Nie mam na razie pomyslu na swoja niemoc. Pamietam jak czasami mowil gdy sie klocilismy: zobaczysz jak ci bedzie zle gdy mnie zabraknie...i mial racje. Niczego nie docenilam, bylam szczesliwa bez swiadomosci jak mi jest dobrze, zmarnowalam wiele dni , ktore moglismy przezyc wspolnie i pogodnie...nie przygotowalam sie na jego smierc bo jej nie chcialam i nie przyjmowalam do wiadomosci.

Rak pęcherza moczowego

10 lat temu
Dziekuje Janku, wiem ze mi dobrze zyczysz, gdyby dalo sie cos jeszcze zrobic z pewnoscia bys pomogl lub chociaz poradzil. Nie badz przerazony...bo racjonalnie myslac wiesz, ze nie wszystkim sie udaje. Moj maz za pozno zglosil sie do lekarza, nowotwor juz naciekal i byl bardzo duzy. Od razu podjeli decyzje , ze operacja nie wchodzi w gre. Zaczeli leczyc paliatywnie , podali chemie ...ale jak to nazwal docent " slabizne" ...tylko taxol. Jednak nowotwor rosl bo az zamknal swiatlo jelita grubego poprzez naciekanie ...! Ten rak jest uleczalny, ale nie nalezy ( moim zdaniem) odwlekac operacji radykalnej. Kilku lekarzy mi powiedzialo, ze w przypadku zaawansowanego guza lub mocno zlosliwego radykalna to wyleczenie, rezygnacja z niej to wyrok.

Rak pęcherza moczowego

10 lat temu
Dziekuje sierotko za wsparcie. Ciagle przypominaja mi sie fajne, wspolnie spedzone chwile.Pamietam mocno zasniezona Szklarska Porebe, synowi akurat wypadaly mleczaki, tak smiesznie wychodzil na zdjeciach. Gospodarze willi , w ktorej mieszkalismy zorganizowali kulig...przez ten snieg i przez las. Wszyscy cieszylismy sie, mielismy zarozowione policzki ...bylo tak pieknie.To sa takie chwile , ktore nazywa sie szczesciem...tylko do licha przezywajac to nie jestesmy tego swiadomi - teraz to postrzegam prawidlowo, ale teraz nie mozna juz tego powtorzyc w tym samym gronie. Czlowiek ma przewrotna nature .